Czytelne zakupy

Czytelne zakupy

Wzorem kaznodziejów filmowych można by śmiało rzec – Alleluja!  Wszystko za sprawą wspaniałomyślnych Europosłów, za ich sprawą bowiem ludzie będą wiedzieli w końcu dokładnie co jedzą. W praktyce Europarlament poparł, skądinąd całkiem słuszną zmianę regulacji prawnych dotyczących zawartości kluczowych informacji na etykietach oferowanej w sprzedaży żywności, na terenie całej jurysdykcji unijnej. Dowiesz się zatem szczegółowo drogi kliencie co dokładnie jesz. Odtąd wszystkie wyroby z wszelkimi domieszkami czegokolwiek łatwiej będzie zidentyfikować niźli dotychczas. Wszelkie wyroby masłopodobne, wędlinopodobne, seropodobne i inne tym podobne łatwiej będzie rozpoznać i samemu zdecydować czy się ma na nie ochotę, czy też woli się raczej oryginał.

Według najnowszych regulacji UE, w przypadku kiedy jakikolwiek składnik wyrobu zastąpiono „podobnym” – czyli innym składnikiem, taka informacja – bardzo wyraźna musi być wyraziście ukazana na przedniej części opakowania produktu, tuż obok log produktu lub logo producenta. W efekcie nawet wyroby mięsne, rybne itp. – ale składające się z maleńkich kawałeczków bezsprzecznie muszą być opisane jako – efekt połączenia kawałków mięs, względnie efekt połączenia kawałków ryb. Te same regulacje prawne przewidują zmiany również w zasadach funkcjonowania stołówek, barów i restauracji na terenie UE. Na mocy nowy regulacji wszelkie gastronomiczne przybytki będą musiały w karcie MENU informować swoich klientów o wszelkich możliwych alergenach zawartych w gotowych daniach, przezeń serwowanych. Jedynym udogodnieniem dla przedsiębiorców, niejako w prezencie dla producentów żywności i jedzenia, jest fakt że dostosowanie się do nowych przepisów i regulacji może potrać aż trzy lata w poszczególnych krajach Unii.

Z polskiego punktu widzenia można śmiało powiedzieć że odległe są już czasy kiedy to w stołówkach pracowniczych sprzedawano głównie kotlet mielony kategorii II – czyli zdaniem twórców kultowego filmu „Psy” – efekt przemielenia psa razem z budą, ale nieczytelne oznaczenia produktów „oryginałopodobnych” są nagminną rzeczą w każdym supermarkecie, czy innym sklepie. Bary i restauracje zaś, jak wykazuje często SANEPID nie zawsze sprzedają szaszłyki z cielęciny, kiełbasa nie zawsze zawiera 50 procent kiełbasy. Tym razem i u nas ma się to zmienić.

Podobne artykuły

Dbamy o kwiaty doniczkowe

Kwiaty doniczkowe to dekoracja niezbędna w każdym domu. Zależnie od ...

Dom piętrowy czy może parterowy?

Mnóstwo osób decydujących się na budowę domu zadaje ...

Domowe sposoby

Kiedy dopada nas katar, kaszel, ból gardła, mówiąc w ...

Aktorka – kto nie chciał nią być?

Każdy z nas będąc dzieckiem miał swoje marzenia i plany na dorosłe ...